Dlaczego piszę bloga? Żeby mieć motywację i dać ją innym, którym jej brak. Mam nadzieję, że osiągnę swój cel ;)
Może żebym bardziej się z wami związała, a wy ze mną opowiem wam trochę o sobie :) Będę całkowicie szczera i nie będę nic przekręcała.
Mam na imię Kinga, mieszkam od 7 lat w Warszawie. Kiedyś byłam naprawdę szczupła i wyglądałam trochę niezdrowo, przez to, że jak miałam 2-3 latka miałam poważną anemię i często chorowałam. Gdzieś w 4-5 klasie podstawówki zaczęłam tyć. Ważyłam więcej niż inne dziewczyny i nie było dla mnie komfortowe np. przebierać się w szatni przed czy po w-f. Przebierałam się w łazience, żeby nie widziały jak wyglądam. Poszłam do gimnazjum, jako w miarę szczupła dziewczyna, ponieważ przez chorobę schudłam, ale w połowie pierwszej klasy poważnie przytyłam. Z wagi 54 kg przez 2 lata przytyłam do wagi 70 kg. 26 kg. Wiele razy chciałam schudnąć, próbowałam diety Kopenchadzkiej i kilku innych, ale nie wytrzymałam. Może miałam za słabą motywację, może po prostu jestem za słaba?
W tym momencie moja waga osiągnęła swój szczyt i jestem nią załamana. Przy wzroście 168 cm ważę 75 kg. Przy moim wzroście powinnam ważyć ok. 60 kg max. Moi marzeniem w tym momencie to 65 kg, bo jest to optymalna waga przy której moje ciało będzie wyglądało ładnie, ale nie będę za chuda ani za gruba. Będę idealna. Poprzysięgłam sobie już dawno, że nigdy nie będę ćwiczyła i odchudzała się na siłę. Nie popadnę w anoreksję, ani bulimię. Mam zamiar tego dotrzymać, a schudnąć zdrowo się odżywiając i ćwicząc. Od razu mówię, nie mam żadnej specjalnej diety. Jem właściwie wszystko, w mniejszych ilościach. Na dietę przerzucę się później, ponieważ dieta i ćwiczenia wprowadzone na raz będą dla mojego organizmu za dużym szokiem i po prostu moja psychika tego nie wytrzyma. Zamierzam chudnąć stopniowo, wykonując możliwie jak najwięcej ćwiczeń. I nie, nie robię szóstek Weidera ani innych takich ćwiczeń. Ćwiczę tak, aby sprawiało mi to przyjemność, a zarazem dawało efekty o jakich marzę. Dlatego nie mam konkretnego planu ćwiczeń i określonej liczby do odklepania. Wszystkie ćwiczenia wykonuję dopóki moje mięśnie stanowczo nie powiedzą nie. Przykładowo wczoraj po raz pierwszy poszłam pobiegać. Okrążyłam osiedle, zajęło mi to max 20 minut i byłam padnięta, ale i tak poćwiczyłam. Przebiegłam tyle ile mogłam nie załamując się moją kondycją. Ćwiczenia wyglądały tak: brzuszki (ile dam radę), podnoszenie wyprostowanych nóg (tyle ile mogę), pompki (tyle ile mi się udało) i tak w kółko. Zmieniałam mięśnie, dzięki czemu po prostu dałam radę dłużej je robić i być z siebie zadowoloną. Cieszę się jak głupia, że mam dzisiaj zakwasy, bo wiem, że coś się dzieję. Do lipca mam zamiar schudnąć 10 - 15 kg.
Będę wam codziennie pisać co zjadłam, ile ćwiczyłam i jak się czuję :)
Na dzisiaj to wszystko :) Do napisania!
Vanilla






